Jak można przeczytać w wielu artykułach pojawiających się w mediach temat imigracji w Szwajcarii jest bardzo szeroko opisywany, jednym z nich jest z gazety wyborczej;
19,5 tys. głosów zdecydowało o tym, że Szwajcaria za kilka
lat będzie mieć poważne problemy gospodarcze, a jej stosunki z UE będą
lodowate. W niedzielnym referendum Szwajcarzy postanowili ograniczyć
imigrację z Unii. - To było jak kryminał - tak szwajcarscy dziennikarze
komentują głosowanie.
Głos ludu jest dla szwajcarskiego rządu
rozkazem. Zgodnie z wynikami referendum "przeciwko masowej imigracji"
rząd w ciągu trzech lat musi wynegocjować nowe porozumienie z Unią
Europejską dotyczące prawa unijnych obywateli do osiedlania się w
Szwajcarii. Do tej pory obywatele starej UE mogli robić to bez
przeszkód. Zgodnie z wynikami referendum rząd ma wprowadzić dla nich
tzw. kontyngent, czyli stałą liczbę obcokrajowców rocznie, którzy będą
mogli podejmować pracę w Szwajcarii.
Głos ludu zaskoczył wszystkich. Do ostatniej chwili wynik był 50:50
- To było jak kryminał - tak szwajcarscy dziennikarze komentują
głosowanie. - Wyniki były totalną niespodzianką - dodają. Ostatnie
sondaże przed wyborami wróżyły, że zwolenników i przeciwników
ograniczenia imigracji będzie po równo. Wczoraj podczas śledzonego przez
media z wielką uwagą liczenia głosów raz na prowadzenie wysuwali się
jedni, raz drudzy. Ostatecznie za zamknięciem szlabanu dla przyjezdnych
opowiedziało się 50,3 proc. z prawie 3 mln głosujących. Głosowanie
rozstrzygnęło 19,5 tys. głosów.
Za referendum stoi
populistyczna Szwajcarska Partia Ludowa (SVP), która od lat obwinia
mieszkających w alpejskim kraju cudzoziemców o wszelkie zło. By im
uprzykrzyć życie, forsowała już rozmaite referenda (by zainicjować
głosowanie, wystarczy zebrać 100 tys. podpisów). Domagała się m.in.
automatycznego deportowania obcych, którzy złamali szwajcarskie prawo.
W 2009 r. udało się jej przeforsować zakaz budowy meczetów z
minaretami. Już wówczas okazało się, jak demokracja bezpośrednia może
być niebezpieczna dla interesów Szwajcarii. Zakaz budowy minaretów łamał
gwarantowane przez europejską konwencję praw człowieka swobody
religijne i dlatego Berno postawiono w Europie pod pręgierzem. Kraje
muzułmańskie zagroziły wtedy bojkotem szwajcarskich towarów. Ale rząd
nie mógł na to nic poradzić. Od wyników referendów nie ma odwołania. Tak
samo będzie w przypadku szlabanu dla imigrantów z UE.
Referendum szwajcarskich populistów wymierzone w Niemców
SVP przeforsowała to referendum głównie z myślą o Niemcach,
którzy bardzo chętnie przenoszą się w Alpy. Nauczycielom, lekarzom,
architektom łatwiej tu o pracę niż nad Renem czy Szprewą, a pensje są
znacznie wyższe. No i nie trzeba uczyć się nowego języka, bo choć w
niemieckojęzycznej Szwajcarii mówi się dialektem, to Niemiec dogada się
tam bez trudu.
Populiści od lat skarżyli się na
"niemiecką inwazję" i "niemieckie klany", które wypychają Szwajcarów z
uniwersytetów, klinik i zarządów firm. To przez obcych - tłumaczyli
działacze SVP - trudno znaleźć mieszkania, których ceny ciągle rosną, to
przez nich rośnie przestępczość. Kilka lat temu w kantonie Zurych udało
się im przeforsować przepisy zakazujące pracy w przedszkolach Niemkom
niemówiącym w szwajcarskim dialekcie.
"Grozi nam katastrofa" - straszyli populiści
Teraz poszli na całość i zaczęli straszyć Szwajcarów, że
imigranci z Europy rozsadzą państwo od środka. Powoływali się przy tym
na oficjalne dane. Dziś co czwarty mieszkaniec kraju jest imigrantem. W
zeszłym roku do ośmiomilionowego kraju przybyło aż 80 tys. ludzi. Trend
jest rosnący. - To tak, jakby powstało miasto wielkości Lucerny -
argumentowali populiści i prezentowali swoje wyliczenia.
By przyjąć taką masę ludzi, trzeba co roku wybudować 30 tys. mieszkań i
kilkaset szpitali. Na taką rozbudowę infrastruktury Szwajcarii po prostu
nie stać. Co gorsza - argumentowali populiści - przez imigrację
Szwajcaria straci swój narodowy charakter. Dialekt zastąpi hochdeutsch,
czyli czysta niemczyzna, zniknie szwajcarska kultura. - Grozi nam
katastrofa - przekonywał Christoph Blocher, jeden z przywódców SVP.
Biznesmeni protestowali. Przemysł potrzebuje rąk do pracy
Przeciwko jakimkolwiek zmiano protestowali biznesmeni, nawet ci,
którzy są członkami SVP. Helwecki przemysł boryka się bowiem z brakiem
rąk do pracy i musi importować fachowców. Podobnie jest w szwajcarskiej
służbie zdrowia. Gdyby na rynku pracy byli wykwalifikowani lekarze,
Szwajcarzy nie musieliby ich ściągać z Niemiec czy Polski. Wprowadzenie
zakazu dla wielu firm będzie oznaczać katastrofę. Kryzys się kończy,
trzeba będzie rozkręcać produkcję, a nie będzie komu pracować.
Mimo apeli przedsiębiorców, a także szwajcarskiego rządu większość
Szwajcarów, głównie z niemieckojęzycznych kantonów, poparła populistów.
Tłumaczy się to lękami i niepewnością jutra. Szwajcarzy żyjący w
dostatku niezwykłym nawet na skalę Europy, także poczuli skutki kryzysu.
Przewartościowany frank osłabił eksport, a to odbiło się na kondycji
ich gospodarki. Choć bezrobocie ledwie przekroczyło 3 proc., wielu
mieszkańców Szwajcarii poczuło, że ich stabilny, dostatni świat drży w
posadach. I zaczęło słuchać populistów.
- Możemy w taki
sposób konstruować kontyngenty, by fachowcy dalej do nas przybywali -
uspokajają działacze SVP. Partia domaga się też, by rząd niezwłocznie
zaczął negocjacje z UE na temat nowych warunków osiedlania się i
podejmowania pracy przez unijnych obywateli. Ale Bruksela o zmianach nie
chce słyszeć.
Teraz Szwajcarii łatwo z UE nie będzie
Reakcja Brukseli może być dla szwajcarskiej gospodarki zabójcza.
Oprócz swobodnego przepływu osób Szwajcaria jest też członkiem strefy
Schengen, a także ma dostęp do europejskiej przestrzeni gospodarczej. UE
jeszcze przed głosowaniem zapowiadała, że Szwajcaria, wypowiadając
umowę o przepływie osób, wypowie też inne porozumienia. Helweccy
eksporterzy dostaną mocno po kieszeni.
Szwajcarski rząd
zapowiedział wczoraj, że wynik referendum będzie jak najszybciej wcielał
w życie. - Nasze stosunki z UE będzie trzeba zbudować na nowo - mówił
Didier Burkhalter, szef szwajcarskiej dyplomacji i zarazem rotacyjny
prezydent kraju (tę funkcję w Szwajcarii co roku obejmuje jeden z
członków rządu). Jak te stosunki będą wyglądać po zbudowaniu na nowo
-nie był wczoraj w stanie powiedzieć.